Przygoda z muzyką zaczęła się w latach 90, kiedy to poszedłem do szkoły średniej, a tam poznałem pewnego jegomościa który w domu posiadał gitarę.
Zasadniczo w tamtym czasie wielu kolegów grało na jakimś instrumencie ale z tym jednym zdążyłem się wyjątkowo mocno zaprzyjaźnić. Pokazał mi kilka akordów i za każdym razem kiedy u niego bywałem, a było to dość często, miałem okazje poznawać sekrety tego cudnego instrumentu. Po jakimś czasie uzbierałem na własną gitarę. Nie była ona jakoś szczególnie dobrej jakości toteż po kilku miesiącach męki uzbierałem na instrument który zasadniczo mam po dziś dzień.
Gitara ta nie była może jakaś super dobra ale na wiele lat dawała mi opcję rozwoju i nauki. Co ciekawsze obecnie jest mi nadal wystarczająca, choć marzy mi się gitara klasyczna o klasycznym brzmieniu. W tamtym okresie dzięki temu koledze poznałem wiele osób które zasadniczo zajmują się muzyką zawodowo po dziś dzień. Albo są związane są z tą branżą
w większym czy mniejszym stopniu profesjonalnie albo wyłącznie okazjonalnie.
Początki nauki gry nie napawały optymizmem , pierwsze akordy, piosenki, drukowane śpiewniki. Kolega miał mnie czasami serdecznie dość, gdyż co chwilę go męczyłem aby mi coś pokazał. W czasach kiedy zaczynałem nie było czego takiego jak internet wiec wiedza była czerpana… nie była czerpana, a tematy teorii muzyki były poza naszym zasięgiem. Pamiętam mój w/w kolega zorganizował od kogoś materiały które wpłynęły na mnie w późniejszym czasie dość znacznie. Otóż mieliśmy rozpisaną na tabulatury szkółkę Cichońskiego. Nie wiadomo dokładnie było jak tego używać ale z biegiem czasu okazało się że materiał tam zawarty był początkiem mojego rozwoju w kierunku ogólnopojętej improwizacji. Uczyłem się tego materiału trochę w ciemno, ćwiczyłem palce i grę. Etap poznania utworów polegał na tym że przegrywało się kasety z muzyką, bądź kupowało na targu kasetę z jakimś zespołem i słuchało się tego w nieskończoność. Kaseta, magnetofon, słuch i puszczanie utworu w pętli wiele razy aby jakoś rozpracować utwór na gitarę oraz do swoich umiejętności i potrzeb. Problemem było też pozyskanie otworów. Nie było tak łatwo jak dziś że włączało się internet wpisywało dowolną frazę i materiałów było masę. O nie ! Akustyczne utwory były bardziej bliskie naszym gitarom i tym samym łatwiej było wyłapać poszczególne frazy czy dźwięki.
Śpiewniki wszelakiego rodzaju były dostępne wszędzie. Królowały ogniskowe piosenki, oraz polski Rock. Problem ze śpiewnikami polegał na tym że był tekst były akordy i nie było wiedzy jak dany utwór grać. Zostało posłuchać jak ktoś gra i jakoś to naśladować. Pamiętam jak dziś jedna z ogólnopolskich stacji postanowiła cały dzień puszczać tylko polską muzykę. Była to niesamowita gratka gdyż można było poznać nieznane utwory. tego dnia siedziałem nad radiem od świtu do nocy i nagrywałem utwory który znajdowały kojarzyłem ze śpiewników a które wtedy pierwszy raz słyszałem na żywo. Były to kawałki mniej popularne i stacje nie puszczały ich zbyt często.
Poza utworami polskiego Rocka bardzo silnie siedziałem w poezji śpiewanej. Wtedy na topie był Stachura w wersji Jana Kondraka, Stare Dobre Małżeństwo, piosenki Kaczmarskiego, polityczne piosenki różnych wykonawców i wiele wiele innych utworów literackich. Wiele z nich komponowali moi ówcześni koledzy i całe ówczesne środowisko muzyczne Z polskiego rocka prym wiódł Lady Pank, Ira, Budka Suflera, Urszula i wiele wiele innych.
Przygoda z miejscowym środowiskiem muzycznym była rozwojowa ale moim problem było to że moja ówczesna znajomość gry na gitarze była na etapie bardzo niskim poziomie, wiec nie miałem się za bardzo jak rozwijać scenicznie w przeciwieństwie do moich kolegów. jednak sporo mi to dało wiedzy poglądu na tą dziedzinę sztuki. Uczestniczyłem praktycznie we wszystkich imprezach muzycznych jakie się wtedy odbywały. Startował wtedy świdnicki Jazz, Świdnicka Jesień z poezją i inne drobne koncerty. Ośrodek kulturalny tętnił życiem.
W tamtym czasie ukształtował się mój późniejszy gust muzyczny który z lekko zmienionym kształcie działa zasadniczo po dziś dzień. Któregoś pięknego dnia siedzieliśmy rozmawialiśmy a w tle leciała tv. Nagle rozpoczął się program prezentujący ówczesnych mistrzów gitary.. 7 wspaniałych czy coś w tym stylu. Wtedy też usłyszałem takich gitarzystów jak Joe Satriani, Eddie Van Halen. Kirka Hammetta z Metallicy akurat znałem ale pojawił się wtedy również mój późniejszy maestro który zapoczątkował moją przygodę z jazem – Pan Metheny. kiedy usłyszałem jego muzykę tak się zauroczyłem że albumy m.inn. the Secret Story , imaginary day… towarzyszyły i towarzyszą mi po dziś dzień.
Oczywiście granie tego co słuchałem z kaset było wielce nierealne na instrumencie jaki posiadałem, ale o innym w tamtym czasie mogłem sobie z wielu względów jedynie pomarzyć. W mojej świadomości pojawiły się tym czasie również takie ikony jak Pink Floyd który towarzyszy mi po dziś dzień, swojego czasu był też Aerosmith, i wiele innych. W tamtym czasie prym wiodła również MTV. Był początek lat 90 tych czyli wspaniałe muzyczne czasy.
Potem nastały czasy studiów i nie były one tak rozwojowe jak czasy szkoły średniej. Mój kontakt z gitarą był w tym okresie rozwijany we własnym zakresie a raczej była to stagnacja. Granie na gitarze praktykowałem w moim rodzimym klubie gdzie dominowała wyłącznie piosenka ogniskowa. Nie ma co się oszukiwać byłem i chyba nadal gdy tam bywam jestem chyba najlepszym grajkiem 🙂
Lata mijały z ich biegiem moja gitara coraz gorzej wyglądała, moja wena do muzykowania nie miała siły napędowej i tak to trwało do 2015 roku.
Nowy rozdział
Był rok 2015. będąc już w Gliwach odwiedziłem mojego przyjaciela który jest lekarzem weterynarii i który w sąsiednim mieście ma swoją klinikę weterynaryjną. Jako starzy kumple sobie gawędziliśmy a w zasięgu mojego wzroku pojawiła się gitara elektryczna. Zacząłem się o nią wypytywać, oglądać na sucho brzdąkać i w trakcie rozmowy wyszło na jaw że kupił ją za 300 zł z wzmacniaczem.
Temat mnie bardzo zainteresował bo posiadanie gitary elektrycznej zawsze było moim marzeniem, ale przez wiele lat jakoś o tym nie myślałem. Zacząłem przeszukiwać sieć w poszukiwaniu informacji na temat tego typu gitar i okaszało się że nie warto inwestować w ten sprzęt i lepiej poszukać czegoś lepszego. Problem polegał na tym że nie chciałem inwestować w gitarę zbyt wielkich sum aby sobie tylko pograć. Bo w sumie i po co, niestety stało się coś zupełnie innego. 🙂
Gdy wypatrzyłem na portalu interesujący model postanowiłem go obejrzeć. Pojechałem do Rudy Ślaskiej wziąłem w ręce, chwile pograłem a następnie wypłaciłem pieniądze i tego samego wieczora byłem szczęśliwym posiadaczem gitary elektrycznej. HM jak to nie wiele człowiekowi brakuje do szczęścia 🙂 . Zachwycony tym faktem kilka dni później zacząłem poszukiwać wzmacniacza w podobnym przedziale cenowym. Jako że podszedłem podobnie do tematu wiec i tym razem kupiłem coś małego za niewielką ceną aby było. Następnie nadszedł czas na Multi efekt i takim to sposobem stałem się szczęśliwym posiadaczem zestawu do muzykowania. Mój największy problem polegał na tym iż moje palce i technika gry przez wiele lat była przystosowana do gitary klasycznej. Inny gryf, inne struny dawały ogromne możliwości. Możliwości których brakowało mi w czasach młodości ale tym samym te możliwości mnie przerastały gdyż przez długi czas nie potrafiłem wyczuć nowego instrumentu.
Apetyt rośnie w trakcie jedzenia.
W tym też czasie skusiło mnie nagranie kilku moich ukochanych piosenek. Postanowiłem uwiecznić kilka piosenek przy pomocy mojej starej wysłużonej gitary. Wyjąłem telefon i zacząłem zabawę z nagrywaniem. Wtedy stała się rzecz straszna. Bakcyl z dzieciństwa wrócił ze zwielokrotnioną siłą. Wciąż było mi mało. Zakupiłem mikrofon, potem kolejny. Potem dedykowaną kartę muzyczną do komputera. Zacząłem interesować się oprogramowaniem do obróbki muzyki, z każdym przeczytanym zdaniem okazywało się że mam sporo braków, zarówno pod względem wiedzy, muzycznej, obróbki muzyki, wiedzy odnośnie oprogramowania wszystkiego! . Za cel obrałem naukę gry na gitarze. Przerabiałem kursy gry, starałem się zrozumieć teorie muzyki, jazu.
Z każdym nagraniem okazywało się iż mam spore braki instrumentalne wiec postanowiłem coś z tym zrobić. Dobry sprzęt muzyczny nie jest tani i trzeba było zrobić tak, aby za wiele nie wydać a mieć na czym grać 🙂 Któregoś razu przy świątecznej wizycie w Lublinie zrobiłem sobie tourne po lubelskich sklepach muzycznych w celu „pomacania” gitar które widziałem wyłącznie na fotografiach, w TV lub w internecie. Wtedy wziąłem do ręki modele w zakresie cenowym od 700 zł do 9000 zł i ku mojemu przerażeniu okazało się że aby mieć dobrą gitarę trzeba wydać prawie tyle co zarabiałem. Niestety te w dostępnym budżecie nadawały się zasadniczo do wielu przeróbek. Wtedy również upadł symbol gitar które zawsze chciałem mieć i były moim marzeniem. Wizualnie, manualnie i brzmieniowo w ogóle mi nie leżały co mnie w sumie ucieszyło. Tylko pojawił się kolejny problem dla wielu ludzi gitara to gitara. Dla muzyka każda gitara jest inna, ma inne brzmienie… a taki zakup to była by tylko jedna gitara. a gdzie cała reszta sprzętu? Tym samym postanowiłem zmodernizować we własnym zakresie to co miałem oraz samemu złożyć sobie swoją własną gitarę.
Całe dzieciństwo spędziłem z dziadkami na działce, finalnie dało mi to podstawy pod bardzo istotną umiejętność której brakuje wielu ludziom. Na działce był dziadek, był garaż a w garażu była masa narzędzi, którymi dziadek wiecznie coś robił. Budował poprawiał, spawał, skręcał i wiele wiele innych fajnych dla młodego chłopaka czynności. Podpatrywanie mojego dziadka i pomoc mu wykształciły w tamtym okresie smykałkę do robótek ręcznych. Mój dziadek był starym inżynierem i dochodził do wniosku że jak coś trzeba kupić to trzeba, ale zawsze można sobie zrobić to samemu. Taka nauka niestety albo i stety jest zakorzeniona w mojej głowie po dziś dzień. W obecnych czasach młodsze pokolenie tego nie zna ale to były inne czasy i inne realia. Tym samym uzbrojony w umiejętności manualne postanowiłem, zacząć studiować techniki lutnicze.
Na pierwszy rzut poszła moja stara gitara klasyczna. Po ponad 20 latach użytkowania była sporo zdezelowana. Zabrałem się za renowację najbardziej potrzebnych poprawek. Po zaopatrzeniu się w narzędzia i materiały dokonałem wymiany progów oraz wsadzenie elektroniki która miała ułatwić nagrywanie. Po jakimś czasie grała wyśmienicie ale należało poprawić jej design. Po kilku dniach postanowiłem wykonać dalszy lifting. Zdarłem stary lakier poprawiłem kształt gryfu, wyszlifowałem główkę i położyłem nowy lakier. Zasadniczo wymieniłem wszystkiego co się tylko dało wymienić. Dużym nakładem pracy udało mi się doprowadzić mojego klasyka do stanu używalności. Powiem więcej ! granie na tej gitarze zaczęło być prawdziwą frajdą. Nareszcie była miękka, przyjemna można było czysto zagrać !! cudo !!








Moja kopia fendera
Nadszedł czas na zrobienie gitary marzeń czyli własnej kopi fendera Stratocastera. Temat nie był tani i prosty ale obrałem to sobie za cel i musiałem się tego podjąć. Realizacja projektu trwała 11 miesięcy. Gdyż musiałem zakupić poszczególne komponenty. Wymagało to nakładów finansowych a miesięczny budżet ustaliłem sobie na poziomie takim aby go zbytnio nie poczuć. U lutnika zamówiłem surowy korpus, gryf w sklepie muzycznym, potem gdy już miałem wszystkie komponenty nastąpił etap szlifowania, lakierowania, składania wszystkiego do kupy 🙂 Po 11 miesiącach założyłem struny i cieszyłem się moją gitarą. Skoro Bryan May swoją zrobił i gra na niej już 50 lat to co ja gorszy ?:)






Kopia ibaneza
W następnej kolejności wypadało zabrać się za moja pierwszą gitarę elektryczną, Jako że jakość jej komponentów oraz kształt pozostawiała wiele do życzenia tym samym postanowiłem ją przerobić na kształt wymarzonego Ibaneza. Ale dla odmiany postanowiłem wykonać ją już bez udziału lutnika. W jednej z firm zajmujących się importem drewna z zagranicy zakupiłem wielką dechę amerykańskiego jesionu bagiennego. Pamiętam jak dziś tel. od kuria na portiernie w firmie oraz wielki banan uśmiechu kuriera DPD gdy decha niczym wielki żagiel przytacha została wtachana do biura. Pan stwierdził e tak oryginalnej przesyłki jeszcze nie dostarczał 🙂


Potrzebowałem również narzędzi wiec na OLX zacząłem szukać elektronarzędzi i innych elementów lutniczych do budowy gitary. Gdy już posiadałem skompletowany sprzęt zabrałem się za prace lutnicze. W okolicach znalazłem stolarza który pomógł mi ogarnąć temat pod względem zgrubnej obróbki mojej deski. Wycinanie, szlifowanie, równanie i klejenie. W domowych warunkach wykonanie tych prac było nierealne. Gdy miałem już kształt mogłem zabrać się za prace lutnicze.


Zszedłem do lochu i tam w prowizorycznych warunkach zabrałem się za struganie gitary. Prace trwały ponad tydzień. W sobotę popołudniu nałożyłem pierwszą warstwę bejcy i oleju do drewna 🙂 byłem szczęśliwy że udało mi się to wykonać 🙂 Kolejne prace polegały na składaniu elementów do kupy w tym lutowanie elektroniki. Pojawił się problem gdyż nie znałem teorii działania a za każdym razem gdy łączyłem kabelki coś było nie tak..


























Niezbędna okazała się konsultacja z zaprzyjaźnionym lutnikiem. Po 6 godzinach nierównej walki udało się!!! gitara zagrała 🙂 tak jak powinna. 🙂
W międzyczasie pojawiła się gitara basowa. Która również należała pierwotnie do tzw. niskobudżetowych. Poszukałem w internecie gitary która miała by odpowiedni stosunek jakości do ceny. Wybór padł na gitarę popularną i niedrogą czyli Cort Action Bass. Pierwotnie nie planowałem jej przerabiać ale gdy zobaczyłem efekty poprzednich gitar, to doszedłem do wniosku iż tej również należy jej ie nowe życie 🙂 Finalnie postanowiłem ją również z tuningować 🙂 Tym razem postanowiłem nie inwestować ten projekt za wiele i czasu i pieniędzy, dlatego tez postanowiłem to zrobić relatywnie niedrogim kosztem. Poszukałem niedrogiej elektroniki, jako korpusu użyłem pasiastego polskiego jesionu i zabrałem się za przeróbkę 🙂

Wymiana korpusu była związana z obowiązkową wizyta i zaprzyjaźnionego stolarza. Następnie tydzień rzeźbienia wycinania, skrobania i szlifowania i w efekcie stara gitara dostała nowy design. Wymiana elektroniki, oraz części osprzętu sprawiły że do kolekcji dołączyła 3 gitara o bardzo ładnym wyglądzie 🙂 Projekt był poniekąd stylizowany na gitarze jednego z polskich czołowych Basistów, ale deska była zbyt krótka i wiec zaplanowany kształt nie wyszedł jak należy. Gitara została ukończona i zagrała wystarczająco dobrze na moje potrzeby i służy po dziś dzień.











W miedzy czasie pojawiła się również gitara akustyczna. Tym razem postanowiłem kupić nową i to był największy wydatek jaki poczyniłem na sprzęt muzyczny ever. W czasie wizyty w sklepie muzycznym
Wybór padł na amerykańską firmę Bredlove. Zasadniczo zagrałem na niej i już innej nie chciałem.

Na samym końcu zabawy w kompletowanie sprzętu musiałem zbudować piec lampowy. Doszedłem do wniosku iż koszt sklepowego przekracza sporo budżet i tym samym poszukałem jakiegoś customowego konstruktora. Na szczęście w okolicznym Zabrzu znalazł się Pan który takie rzeczy wykonuje wiec zgłosiłem się w celu wynegocjowania fajnej ceny.


























Finalnie moim zadaniem było zrobienie obudowy, wystylizowanej na stare radio. Na koniec zrobiłem sobie pogłos i tym samym mogłem zacząć sobie pogrywać 🙂






Pod koniec prac zestaw gitar wyglądał następująco, bass był jeszcze w starej wersji.

Nagrywanie
Gdy zakończyłem prace lutnicze nadszedł czas na radosną twórczość. Zaczęły powstawać teksty , potem muzyka. A z biegiem czasu i możliwości zaczęły powstawać piosenki które można posłuchać w zakładce muzyka.




Nagrywanie trwało kilka miesięcy ale efektem jest kilka myślę ciekawych utworów 🙂