W jednym z poprzednich wpisów, opisałem bardzo po krótko, swoje perypetie, związane z decyzją o przyjeździe. W telegraficznym skrócie czytelnik poznał co się przez ten czas działo z uwydatnieniem, myślę, najciekawszych i istotnych tematów. W tym wpisie chciałem się skupić, poniekąd, na kontynuacji i trochę na rozwinięciu niektórych wątków i przemyśleń z tym związanych.
Dzień przed wyjazdem z Lublina wpadła mi w ręce gazeta – Kurier Lubelski w którym na pierwszym stronie tytułowej pojawił się tytuł
” Żal wyjeżdżać strach zostawać”
Przeczytałem, i uświadomiłem sobie straszną rzecz. Lublin, niby duże miasto ale kurde.. fajnej pracy brak, perspektyw jeszcze bardziej. Zarobki równie podłe jak ta praca (Z mojego punktu widzenia) Z opowieści znajomych którzy byli w podobnej sytuacji jak ja nie było lepiej…
Kurcze to jest prawdziwe i straszne zarazem…Teraz z biegiem lat, wiele się nie zmieniło, słysząc opowieści moich znajomych i porównując obecną i ówczesna sytuację, dochodzę do wniosku że poza rozwojem samego miasta, nadal jest bardzo słabo pod tym względem.
Gdy w 2007 roku wyjeżdżałem z Lublina, Lublin był jaki był. Śląsk wydawał się czymś zupełnie innym.
Zobaczyłem zupełnie inny świat, centra handlowe, słynny spodek, duże firmy, biurowce WOW, kluby inne niż studenckie. Ówcześnie przyjezdnemu wydawał się czymś fajniejszym, pełnym nowych możliwości.
Z drugiej strony jednak zauważyłem inny świat, który dla mnie był obcy. Ówcześnie najwięcej miałem styczności z Katowicami i Chorzowem. Patrząc się na te dwa miasta miasta, na ludzi, ich otoczenie, uświadomiłem sobie specyficzny klimat. Kilka miesięcy wcześniej obejrzałem film „Skazany na Bluesa”, zobaczyłem pewien przygnębiający obraz miasta, ludzi, ich życie… film.. . Ale gdy pojawiłem się w tej części polski okazało się iż film stał się rzeczywistością. Zobaczyłem ówczesny dworzec PKP, żebrzących ludzi, dużo młodzieży z dredami, w brudnych ubraniach, snujących się po mieście, śpiących na ulicy. Brudne centrum miasta, brudne budynki, „zapyziałe” ulice Katowic. Dzielnice cudów, gdzie idąc 150 m do sklepu jesteś legitymowany dwa razy przez policję… i wiele wiele innych. To była ta różnica, to było to czego w Lublinie nie było na co dzień dostępne wizualnie. Zresztą znam wielu przyjezdnych, i wszyscy zgodnie twierdzą podobnie – widocznie coś w tym jest. Kiedyś wybrałem się z aparatem po mieście Katowice Centrum aby uwiecznić pewne obrazki efektem jest jedna z sesji

http://maciejfotoblog.blogspot.com/search/label/Katowice%20i%20okolice…
Sesja była zrobiona specjalnie w wersji czarno- białej, aby uwidocznić czytelnikowi przygnębiający krajobraz. Z biegiem czasu, zwiedzając rowerem okolicę, utwierdzałem się w tym przekonaniu że to co widzę jest wszechobecne. Widać przygnębienie, tą industrializacje gdzie nawet chodząc po lesie rzuca się to w oczy to nie tylko na terenie Katowic. Miejscowi pewnie tego nie zauważą bo całe życie tu mieszkają. Dla nich takie widoki to chleb powszedni, ale ja, mieszkając nawet na takich mazurach, widzę jakie to jest inne. Już nawet nie porównuje do Lubelszczyzny, ale rok mieszkałem na mazurach, Pół roku jeździłem po kraju i Śląsk na tle innych regionów nadal jest dość specyficzny.
Wynajęty pokój na jednym z osiedli zaowocował znajomościami z ludźmi będącymi fanatykami jazdy na rowerze. Mobilność oraz możliwości jaki dawał, ten środek transportu, zadecydował iż postanowiłem dołączyć do zacnego grona rowerzystów. Okaz się to strzał w dziesiątkę, gdyż mogłem każdą wolną chwilę poświęcić na rowerowe wędrówki po okolicy. Z biegiem czasu okazało się że zacząłem poznawać ciekawe miejsca, Zakamarki, gdzie nie można dojechać autem. Tym samym byłem zdecydowanie lepiej obeznany w okolicy niż koledzy i koleżanki mieszkające w Katowicach całe życie 😉 .
Przez 11 lat pobytu mieszkałem w różnych miastach na śląsku. Kilka lat spędziłem w Katowicach na Osiedlu Tysiąclecia. Jedno z fajniejszych osiedli, dużym plusem było to że blisko usytuowany był Park Chorzowski. Dodatkowe plusy to blisko do centrum, do Chorzowa. Miejsce to jako punt wypadowy było wręcz idealne.
Następnym miastem gdzie spędziłem trochę czasu był Sosnowiec. Jedno z miast zagłębia które z jednej strony przypomina resztę polski. Brak jest typowych śląskich zabudowań oraz tego całego przygnębienia, który jest widoczny na śląsku. Aczkolwiek daleko temu miastu do ideału.
Często bywałem w Dąbrowie (Północne obrzeża są SUPER jako miejsce do zamieszkania.), Będzinie i innych.
Z pewnych względów (Moja była żona…) wspominam mało przyjemnie ale i tak w porównaniu do śląska było super. Pamiętam jak kiedyś przyjechała do mnie siostra i tak ją wiozłem z dworca PKP Sosnowiec do dzielnicy w której mieszkałem. W czasie jazdy patrzyła przez okno, jedzie i jedzie i jedzie i nagle ni z tego ni z owego wyskakuje z tekstem:
„nie mogłeś sobie znaleźć jeszcze bardziej przygnębiającego miejsca do życia… ? „
Tym stwierdzeniem uświadomiła mi jak bardzo miała racje i jak bardzo to było widać (a to był Sosnowiec – podobno najdalej wysunięta dzielnica Warszawy wiec przypominająca normalność :))

Będąc jeszcze w Lublinie pamiętam moje wędrówki z aparatem po starym mieście. Mogłem fotografować wtedy miejsca które dla amatora fotografii czarno białej były źródłem inspiracji… Pamiętam również moje wędrówki po Katowicach gdzie na każdym kroku widać było to co w Lublinie można było znaleźć tylko na Starówce, oskrobane budynki, zaułki gdzie strach było się pojawić a aparatem. Tu to było na każdym kroku.
Ale nie można tego regionu pokazywać tylko w złym świetle. To jest sfera wizualna miast ale porównując ówcześnie Lublin do Śląska była też przepaść na wielu innych płaszczyznach. Rozwoju, infrastruktury, możliwości znalezienia pracy, siedziby dużych firm, możliwości wyższych zarobków i wielu wielu innych. To są te czynniki, które przyciągają ludzi z całego kraju. W Lublinie za czasów studenckich bywało się w klubach nocnych, ale w Katowicach to był zupełnie inny świat. Kluby, duża ilość oryginalnych knajpek, galerie handlowe które w lublinie ówcześnie nie istniały (Jedna się budowała, nie licząc E.Clerc). Człowiek chcąc kupić ubrania był albo skazany na bazar na podzamczu, albo sklepy butikowe, gdzie ceny nie należały do najniższych. Na śląsku centra handlowe były olbrzymie a co/półroczne wyprzedaże stanowiły okazję do nabycia w niskich cenach fajnych rzeczy. Teraz jest to norma ale wtedy to było coś nie do opisania, śmiesznie brzmi ale tak było z punktu widzenia kogoś kto przyjechał ze wschodu kraju.
Rozbudowane życie kulturalne, koncerty, każdego gatunku kalibru, imprezy masowe, mnogość. Lublin niby Kulturalne miasto ale w porównaniu do tego co tu się działo to tam była pustynia kulturalna. W dosłownym tego słowa znaczeniu.
———————————–
Z biegiem czasu wielokrotnie jeździłem do lublina.Czasem to następowało raz do roku, czasem dwa razy -głównie na święta… Sama podróż trwała kilka godzin co zawsze doprowadzało mnie do szału, dlatego tak rzadko tam jeździłem.
Teraz jakie były moje odczucia gdy wracałem – wracam do Lublina/Świdnika? Środki transportu były różne, pociąg, bus autobus, czasem samochód.
Z reguły przyjazd odbywał się wieczorową porą. Przejazd przez miasto przez główne ulice przywoływał wspomnienia. Każda ulica przypominała jakieś zdarzenia, ludzie miejsca, jakieś specyficzne zdarzania… wspomnienia.
Tu tego nie ma, ale Lublin działa na mnie wybitnie. W sumie do tej pory jak przyjeżdżam do Lublina obowiązkowa pozycją jest spacer po mieście, Zajrzenia na „stare śmieci” stare miasto, rynek. Plac litewski. i wiele wiele innych. Do tej pory czuje się tam swojsko, wiem gdzie pójść gdzie co jest – prawie jak w domu mimo że mój „DOM” jest gdzie indziej. Podobno dom jest tam gdzie twoje życie, wspomnienia… dwa światy jeden tu drugi tam …
Gdy pierwszy Raz jechałem na Śląsk gdzieś na wysokości Zawiercia w mojej głowie pojawiła się piosenka PIERSI i siedziała w niej przez całą podróż..
Obecnie zmieniłem lokalizację na Gliwice. W porównaniu do innych miast są one wyjątkowo przyjemne. Zabrze w którym codziennie bywam od kilku lat też mi się dobrze kojarzy ale zdecydowanie bardziej wolę Gliwice. Może dlatego że mieszkam tu już prawie 5 lat. Gliwice są jednym z większych miast na rubieżach GOPu wiec kilka kilometrów dalej widać po horyzont pola. A nie jak w centrum miast ich granicami są tabliczki informujące że zakończyło się jedno miasto a rozpoczęło kolejne. Może też tego nie zauważam tak bardzo ale nie są tak dołujące jak inne miasta. Może po prostu już się przyzwyczaiłem. Nie wiem ..
Obecnie mija już 11 lat jak tu przyjechałem i 11 lat jak zżyłem się tym regionem. Gdy pojawiam się w Lublinie mam sentyment, wielki sentyment, do miejsc do ludzi. Ale jak jestem w Lublinie dłużej,niż kilka dni…. łapię strasznego doła, niby to Śląsk jest dołujący….. . Jest to głównie związane z miejscem, z ludźmi którzy tam zostali, ich opowieściami, ich sytuacją, trudną sytuacja z pracą…
Może też wywodzę się z takiego środowiska sam nie wiem. Jak widzi się samo miasto to w porównaniu do tego co było 11 lat tematu to już jest inny świat. Galerie rosną jak grzyby po deszczu, Infrastruktura, rozwój , budownictwo. Zupełnie jak by tu na śląsku czas się zatrzymał a tam ruszył z kopyta. Miejscowi tu twierdzą że całe dobro ze śląska zostało zabrane i przekazane ścianie wschodniej … nie wiem nie wnikam… tu trafiłem w kręgi które są bardziej za Śląskiem niż za czym innym ale to jest dłuży wywód.. i nie chce go tu poruszać.
Tu dochodzimy do podsumowania w bardzo dużym skrócie jak wyglądają moje dwa światy. Przedstawione są tu zarysy problemów i tematów z którymi się spotkałem i spotykam na co dzień. Choć Gliwice w których teraz mieszkam różnią się od centralnego Śląśka. Jest t zdecydowanie przyjemniej. A parę kilometrów za miastem rozciągają się pola, a i lasy wyglądają mniej industrialnie. Jest ok Na dzień dzisiejszy jest tu optymalnie.