Skąd się wziąłem w tej części Polski… ?
Temat ten przejawia się w moim życiu od wielu lat. Dlaczego tak się stało? Zacznijmy od początku…
W wielu rozmowach, z różnymi ludźmi – tu gdzie teraz mieszkam, pojawia się wielokrotnie wątek – „ty jakoś inaczej mówisz niż my jakimś innym akcentem…”
Otóż tak właśnie jest !!!
Był 2007 rok, kiedy po ponownym powrocie do Lublina, z którego pochodzę (w dużym uproszczeniu), doszedłem do wniosku że trzeba by znaleźć prace w swoim rodzinnym mieście (wcześniejszych okresów nie będę poruszał, choć też pół roku bywałem na śląsku, choć bardziej na południu)
Jako że zawsze kręciła mnie geodezja… postanowiłem poszukać pracy w miejscowych firmach. Napalony młody człowiek (może już nie taki młody i z pewnym doświadczeniem w dwóch pracach w tym w jednej na ówczesne realia dość fajnie płatnej) wreszcie doczekałem się rozmowy o pracę. Pan detektor techniczny mi na rozmowie opowiada że praca w terenie 5 -6 dni w tygodniu, młody ambity zespół… no jeśli chodzi o warunki finansowe to może mi zaoferować 1100 no 1200 zł z delegacjami dietami.. sobie myślę szału nie ma !!! ale od czegoś trzeba zacząć, w poprzedniej firmie miałem niemalże dwa razy więcej, ale myślę sobie, na okres próbny niech będzie. Zadowolony wychodzę z biura, spotykam na korytarzu kolegę ze szkoły, który był już tam kierownikiem i się mnie pyta z uśmiechem na twarzy ile ci dał…..? Ja mu odpowiadam co usłyszałem a ten w śmiech dodatkiem a wiesz że to jest brutto … .
Tym stwierdzeniem – krew nagła mnie zalała – , pomyślałem sobie chyba ich pop…ło.. . Takim to sposobem po powrocie do domu wszedłem na pewien portal branżowy, wysłałem kilkadziesiąt maili i tego samego dnia miałem już kilka odpowiedzi. W tym propozycje i zaproszenie do Chorzowa na rozmowę o pracę.. (ten temat przewinie się potem – był to już inny świat choć również zryty ..)
Musiałem opowiedzieć tą historię gdyż to był punkt zwrotny mojej ostatecznej decyzji o wyjeździe, Musiałem to napisać również, aby uświadomić czytelnikowi dramat, tamtego okresu, i problem pracy w zawodzie który wszyscy na około uznawali za bardzo obiecujący i dobrze płatny. W którym na dzień dobry dostałem po pysku … jak w scenie z wypłatą w Popularnym Polskim filmie „Dzień świra” .
Śląsk
Takim to sposobem dwa tygodnie później zapakowałem dobytek w auto i ruszyłem na Śląsk w poszukiwaniu mieszkania, bo pracę już miałem ( Był piątek a ja zaczynałem prace w pon) , oczywiście ówczesna firma miała mi pomóc w poszukiwaniu mieszkania..padały piękne słowa ale zgodnie z zasadą licz na kogoś wyjdziesz… wiec musiał sam się oto zatroszczyć.
Na szczęście miałem znajomych ze śląska którzy mi pomogli przeżyć kilka pierwszych kilka dni zanim udało mi się znaleźć własny kąt 😉
Od poniedziałku pełen nadziei na fajny rozwój zacząłem pracować w Chorzowie w firmie Geoinformatycznej (pochodnej geodezji). Dwa dni później nadal pełen optymizmu pojechałem na chwilową delegacje z koleżanką z pracy do jednego z ośrodków geodezyjnych, do klienta, gdzie zostałem uświadomiony w jakie bagno się wpierdzieliłem..tu trochę mój entuzjazm zmalał … choć …w sumie jak sobie wyobrażę porównanie jak w łatą geodezyjną czy innym lustrem mam zapindalać po polach śnieg, deszcz, bagno, jesień zima, a tu siedzisz na dupie i klikasz w dedykowanym środowisku specjalistycznego oprogramowania to w sumie wolałem tą opcje. Ciut większa kasa (no dobra prawie 100 %), ale jaka wygoda pracy… ciepełko. A przynajmniej się czegoś nauczysz. Tu poniekąd miałem racje….(Nawet aż nadto pracując czesto gesto po 14 godzin 7 dni w tygodniu.. ech to były czasy) .Poza fajnymi ludźmi, totalnie popieprzoną kadrą zarządzającą, totalnie zrytym właścicielem, owej firmy, sporo się nauczyłem co było poniekąd dość dobre w dłuższym rozliczeniu, przynajmniej się opłacało.
W międzyczasie zrobiłem studia podyplomowe, aby więcej wiedzieć, na osławionym AGH i tak po 5 latach pojawił się pewien pomysł, raczej nie związany z pracą w zawodzie, gdyż miałem poważne plany a kasy mało…
Praca się niestety – stety skończyła, a rozwój tej branży w konkurencyjnych formach nie napawał optymizmem, bo u tzw konkurencji zarobki były dość marne, wiec wtedy pojawił się pomysł zostawienie kiepskiej finansowo branży i zrobienie biznesu na własnej działalności .. Pomysł dobry choć branżę która wybrałem była o kilka lat spóźniona
Z jednej strony dość miło (… nie zostałem wyrzucony hehe jak inni .. ) zakończyła się współpraca w owej firmie. Szukanie pracy u tzw. konkurencji przypominało mi w/w rozmowę w lublinie, toteż postanowiłem zająć się rozwojem własnej firmy (już trochę działająca) zaczynała nabierać szybko i energicznie prędkości i zaczynała przynosić całkiem fajne przychody. (ku wielkiemu niezadowoleniu ówczesnej żony (na szczęście już byłej uffff) bo jak to można pracować a nie nie pracować na etacie.. ech szkoda gadać … kiedyś może to opisze ku przestrodze… )
Pół roku na samozatrudnieniu, i rzucaniu kłód pod nogi przez ówczesną rodzinę. Zacząłem pracę w Informatyce, w sumie, w dziedzinie w której pracowałem (GIS Geodezja) Ale już w wymarzonej informatyce , Marzenia się spełniają .. . Cieszy do tej pory z bardzo wielu powodów. Nie ma co wnikać czemu, ale każdy zorientowany w temacie wie o co chodzi.
Musiałem to w skrócie opisać, choć przygoda w firmie, która dała mi początek mojej branży, można by było wiele napisać bo tak kuriozalnych pomysłów jakie ówczesna kadra posiadała, można było by niejeden kabaret napisać, ale nie jest to tematyką niniejszego wpisu. 🙂
Prawie każde zagadnienie które tu poruszyłem można rozwinąć na miarę opowiadania, tylko pytanie czy kogoś to interesuje? Czas pokaże może blog ten będzie swoistym pamiętnikiem? Czas pokaże..
——————————————————————————————————————–