Jakieś 20 lat temu znalazłem w gazecie taki rysunek … kaczora Donalda zapuszczonego, nieogolonego z fajką w dziobie.
Niczym belfer na uczelni, niosąc pod pachą rulon papierów, przez wkurzony dziób syczy sentencję :
„Z każdym dniem mojego życia zwiększa się ilość tych którzy mnie mogą pocałować w dupę”
Patrzcie jakie to jest prawdziwe. Gdy człowiek dorasta, wszystkim się che przypodobać, zwłaszcza rówieśnikom że jaki to nie jest cool. Motem środowisko w którym żył zaczyna się kurczyć. Znajomi są już głownie z pracy, bo ci inni mają dom rodziny i nie mają czasu i chęci na bywanie. Potem z wiekiem zaczyna wszystko mijać. Układamy sobie życie. Żenimy się. Żona kocha albo nie…, pojawiają się dzieci. Człowiek nie musi się już się o nic starać, po co imponować po co robić cokolwiek, zachwyt do żony mija z wzajemnością.. (nie zawsze ale w większości przypadków) … jeśli jednak żona nadal kocha… rozpieszczany facet robi się leniwy, stawia na swoją wygodę, żona jaka jest taka jest. Jaki ma sens to wszystko co robię? – myśli…. .W pewnym momencie, łapiemy się na tym, dopada cie frustracja, Kiedyś na tą okoliczność napisałem kilka słów. (to tylko wstęp ale może się to stanie piosenką)
Gdy cię pewien wiek dopada
chandra łapie i odpadasz
dzieci żona, nudna praca
kiepski szef i słaba płaca…
Niestety w wielu przypadkach dzieje się właśnie w ten sposób. Moi koledzy są tego najlepszym przykładem, łysi, grubi, leniwi, piją tylko piwo i oglądają tv, a jedyną rozrywką w życiu to spotkać się z kolegami …. jak najdalej od żon. Aby popaść w kilkudniowe zapomnienie.. znajome ?
Oczywiście. nawet ktoś kiedyś rzucił hasło.
„Pobór do wojska w tak młodym wieku jest chybionym pomysłem,
gdyby pobór był dla małżonków z kilkuletnim stażem
chyba nikt by się nie uchylał
rok bez żon! , wrzeszczących dzieci, remontów, teściów itp… „
Tylko jest pewien szkopuł, połowa z nich poumierała by na zawał z przemęczenia, jak wojsko dało im popalić. Też znajome. Oczywiście… 🙂
Ja wiele lat też taki byłem, ale w pewnym momencie nałożyło się kilka wątków w życiu. Skłoniły mnie one do wykonania pewnej decyzji, która to finalnie doprowadziła do obecnego stanu w jakim się znajduje 😉
Gdy w moim osobistym kalendarzu wybiła liczba 39, a ja spojrzałem w lustro, okazało się że zaczynam się utożsamiać ze swoimi kolegami wizualnie i mentalnie. Pod pachami ciało zaczęło mi strasznie odstawiać, o brzuchu nawet nie wspomnę.
Gdy spoglądałem w lustro z przerażeniem widziałem człowieka którym nigdy nie chciałem być. Gdy trzymałem gitarę odstawała ona kilka cm dalej, a wiążąc buta musiałem podnosić nogę bo brzuch mi przeszkadzał. Zaczęło do mnie dochodzić że oj, do niczego dobrego to nie prowadzi.
Przy okazji:
- W firmie gdzie pracuje, a raczej w budynku piętro niżej wprowadziła się siłownia, fitness.
- Mój kolega ultra maratończyk zaczął opowiadać swoje doświadczenia ze sportem
- Moja Siostra powróciła do pracy jako trener
- W pracy pojawił sie kolejny kolega który miał „Boskie ciało” i który jest czynnym sportowcem
- Piętro niżej na siłowni pojawiły się fajne ćwiczące koleżanki , i fajnie zbudowani panowie
- W okolicach serca pojawiły się kolki …
- Wejście po schodach zaczynało przypominać zdobywanie szczytu Everestu z ciężkim plecakiem
- a wejście do knajpy kończyło się zamówieniem największej dostępnej porcji
- Ubranie się w luźne ciuchy było jedyną opcją
- A zdjęcie koszulki największa traumą …
- Na FB miałem kilka znajomych trenerek które to namiętnie eksponowały metamorfozy…
Zrozumiałem że zamiast się biernie przyglądać tym, co dają z siebie wszystko aby być w formie. Postanowiłem zapytać ile kosztuje karnet i się zapisać. Był luty 2018 Roku a ja miałem silną chęć na taką metamorfozę.
Jakieś dwa lata wcześniej była podobna chęć. W sumie nastąpiła realizacja, ale ćwiczyłem w domu i przez pewne zdarzenie zaprzestałem ćwiczeń. Wtedy nastąpił falstart, wiec nauczony doświadczeniem wyszedłem z DOMU !!!.
Wykupiłem karnet i trochę jak dziecko we mgle postanowiłem wybrać się i „OBADAĆ” co tam się wyprawia. Wszedłem popatrzyłem: „boskie kobiety” „Zbudowani mężczyźni” i wielu, wielu zielonych jak ja ludków, którzy coś tam się ruszali. Jak każdy „świerzak ” nie wiedziałem co się z czym je wiec podpatrywałem co robią inni i jak już sobie poszli starałem się twardo ich naśladować. Nauczony tym co ćwiczyłem dwa lata wcześniej robiłem ostrą rozgrzewkę, potem ostra jazda. Pamiętam jak dziś pierwszy raz na orbitreku – nastawiłem sobie moc (1-20) 6 i zrobiłem 5 minut spociwszy się przy tym makabrycznie wsiadłem na rowerek i było to samo…
Z biegiem czasu narzuciłem sobie drakoński trening, z głową ale drakoński. dwie godziny 6 dni w tygodniu, cardio plus siłówka na zmianę. Okazało się że moja waga znika w zastraszającym tempie. Do tego posiłki bez pieczywa, bez maki pszennej, płatki owsiane , małe częste posiłki woda zamiast napojów i typowe odcięcie się od tego co się jeść nie powinno.
Finalnie przez 4 miesiące poleciało 15 kg,. Ubrania stały się luźne lub bardzo luźne, zaczynały wisieć jak na strachu na wróble –
Plan działał. idealnie !!!!.
Nastał Maj i majówka. Wyjazd na roztocze. Trasy z plecakiem, gdzie kilka lat wcześniej, były dramatem tym razem były pestką, po godzinnym marszu nawet się zbytnio nie zmęczyłem . W miejscu gdzie przebywałem spotkałem kolegę którego widziałem w tym samym miejscu na sylwestra. (5 miesięcy wcześniej) Pamiętam jego minę zrobił oczy jak 5 złotych i powiedział Panie … co się z tobą stało.. zupełnie inny człowiek. (Pomijam fakt że blady i chudy.:)
Od maja do stycznia minęło więcej czasu, spotkałem się z tym kolegą jeszcze w sierpniu i wtedy stwierdził że no teraz jest już lepiej, nie byłem już chudy, ale nabrałem ciała, tego pozytywnego 😉 plan działał.
Od tamtego czasu minął już rok. Treningi trwają, a nawet następuje zmiana, elementy modyfikacji. Na 40 urodziny obiecałem sobie „Boskie Ciało” wyszło prawie .. mój plan zakładał pozbyć się brzucha całkowicie, niestety nie wyszło i nie wiem czy wyjdzie, ale plan nadal jest, cel jest i raczej będzie on drążony do końca – tak sobie umyśliłem i tak ma być, a jak nie, to mam nadzieję nie paść na zawał w wieku 40 tu kilku lat tylko jak mój dziadek dożyć sędziwego wieku ( 90 🙂 ).
Jakiś czas temu przeprowadziłem ze znajomą z Torunia pewną rozmowę: Słuchaj pyta się .. co ja mam zrobić aby mój mąż zaczął o siebie dbać?
To ja jej mówię- nie zacznie, nie ma fizycznie takiej opcji. Dlaczego tak się dzieje? Kochasz go ? Pytam . Kocham! on o tym wie? Wie ! o to nie ma na to fizycznej możliwości aby to zmienił. To tkwi w psychice , do czasu aż nie stanie się coś co go do tego zmobilizuje. Siedzi wygodnie, Żonka obiad ugotuje, Piwko przyniesie, poda, po głowie pogłaszcze ! i po co on ma się starać, czuje się jak pączek w maśle.
„A brzuch rośnie i odstaje”
Aż do czasu aż coś się stanie.. czyli pewien cytat z filmu..
Nie chcesz Pan Dać na Szpital ? Ok Ale następne Nasze spotkanie będzie na moich warunkach (RELIGA)
Mam w klubie kilku kolegów w moim wieku z którymi zamieniam zawsze kilka zdań.. każdy mimo że nie robi boskiego ciała ostro walczy bo wie że jak nie teraz to już w ogóle 🙂 wiec Powodzenia
Podsumowując…
Za zauważyłem przez ten rok:
- Diametralna zmiana wyglądu – co przekłada się na inne sfery życia.
- Diametralnie lepsze samopoczucie
- Więcej chęci do życia (może nie drastycznie wiele więcej ale zawsze więcej jak dawniej)
- Gdy człowiek zrobił już taką pracę tonie chce tego zaprzepaścić
- Widząc na siłowni innych też tak chcesz wygladać,
- Wzrok innych osób – jak w reklamie bezcenne… 😉
Jak by mnie ktoś zapytał ani chwili bym się nie wahał z ponowną decyzją, na dzień dzisiejszy chce przeć do przodu. Gdyż temat siłowni i treningów jest bardzo wciągający. Do tego kondycja w każdej sferze życia.






